wagonman345 | e-blogi.pl
przedszkole w pociągu 2017-04-08

Planowaliśmy z Zosią jak tu zrealizować moją wizytę w Poznaniu. Pierwszy pomysł był taki aby trafić do tegoż miasta w ten weekend, lecz gdy Estera planowała wpaść do Giżycka i spotkać się ze mną Zosia przejęła telefon i ni stąd ni z owąd wyskoczyła z pomysłem, abym trafił do nich pod dach. Zdarzyło się to 24.03.
Polecono mi, nie brać ze sobą mojego roweru, aby trafić na tramwaj o odpowiedniej porze wyjechałem samym wózkiem o godzinie 12.00 aby złapać tramwaj 12.41. co okazało się zbyt  dużym zapasem czasu.
Kiedy trafiłem na PKP okazało się, że będąc na wózku, czas, który sobie zostawiłem jako zapas, jest naprawdę niewielki. Pociąg odjeżdżał 13.37. Władowali mnie do nie mojego, lecz wolnego przedziału, w którym odbyłem całą podróż samemu.
Dlaczego?
Był to przedział dla służby… Dziękuję, że mnie tam umieściliście.
    Była śliczna pogoda. Słońce za oknem, a ja jadę do Poznania spotkać się z rodziną, której nie widziałem już jakiś czas.

Po jakimś dłuższym czasie powstał problem. Pęcherz dał o sobie znać, poprzez ból głowy. Wyglądałem za drzwi na korytarz pociągu nikt akurat nie szedł, w między czasie odwiedził mnie konduktor sprawdzić bilety. Tu kolejna niespodzianka. 
- Jedzie Pan do domu?
- Do rodziny.
    Przypuszczałem już od początku, bo to nie pierwsza moja podróż. Stało się.
- Ma Pan nie właściwy bilet. Mógłby Pan mieć ten bilet gdyby jechał Pan do domu.
(przypuszczalny dialog nie pamiętam go dobrze.)
Tak czy siak, byłem zmuszony kupić nowy bilet z inną zniżką os. niep. 37%, jakoś tak.
Dzięki Bogu, że dzień wcześniej zgarnąłem trochę gotówki.
    Jadąc dalej wciąż myślałem o toalecie. Byłem w przedziale dla służby to oznacza, że nikt nieproszony tu nie wchodzi. Po jakimś czasie wrócił konduktor. Musiał zostawić notatkę na błędnym bilecie abym mógł go zwrócić.
    Chciałem go poprosić, aby pomógł mi dojść do toalety, ale się tremowałem.
   Na korytarzy stał mężczyzna telefonując do kogoś.
- Przepraszam pomoże mi Pan dostać się do toalety. - I tak wyszedłem z przedziału przy pomocy po prostu pasażera.
    Nareszcie moje nerki się cieszą, pęcherz na nowo nowo pusty. Otworzyłem drzwi wychodząc - myślałem, że gościa nie ma, ale był wróciłem na swoje miejsce. Co było godne zapamiętania w tej podróży jeszcze to to, że przedział obok jechała rodzina z dziećmi, które radośnie biegały po korytarzu.
Chwyciłem harmonijkę w ręce. Jak grasz to organki mają to do siebie, że cała mieści się w dłoniach i nie widać co gra. Po chwili patrzę, a dzieci biegają i szukają źródła dźwięku.
Jak tak biegały, na myśl przyszedł mi obraz z Ewangelii, jak Jezus stawia dziecko przed uczniami.
    Kiedy dojechałem godzina była 18.15. Zamówieni byli sokiści lecz nie zjawili się na czas. Konduktor wyniósł mnie własnoręcznie.   
 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]