wagonman345 | e-blogi.pl
Łuk na dworcu 2016-11-27

Cześć wszystkim


Przedwczoraj, opuściłem mój akademik (a wchodzi mi już to w krew!). Pędziłem na łeb na szyję, aby złapać autobus jadący w kierunku dworca PKP. Kiedy spięty wypatoczyłem się z pojazdu, zostało mi 12min do zapłacenia za bilet i wejścia do pociągu. Człowiek z głową na karku pewnie by sobie pomyślał, że w mojej sytuacji - człowieka na wózku - to nie realne. Na szczęście mnie takie myśli nawiedzają rzadko. Wiele rzeczy zdarza mi się traktować jak wyzwanie. Niektóre z tych wyzwań udaje mi się podjąć, niektóre zaś wybijają mnie w ziemię i nie jestem w stanie się ruszyć.  Myślę sobie wtedy: normalnie tchórz! Na szczęście nadzieja ma to do siebie, że jest motywująca.


Jadę w stronę drzwi. Okazało się, że pociąg ma opóźnienie i to spore. całe 140 minut. Po telefonie do taty, patrzę czy nie ma jakiegoś alternatywnego autobusu, niestety nic z tych rzeczy, kasy zamknięte. Zaobserwowałem tylko, jak dwóch chłopaków sobie miga. Mam ostatnio zajęcia z języka migowego. Niestety nie zrozumiałem niczego, bo to jeszcze nie ten poziom wiedzy.


Przyjeżdżam na PKP. Patrzę, a tam w kolejce stoi dziewczyna z łukiem i kołczanem na plecach. WOW! Muszę jakoś do niej zagadać, bo  w końcu ja też strzelam z łuku. Stało się,  zagadałem.  Dowiedziałem się, że w Sopocie na 11 listopada organizowana parada, w której uczestniczą łucznicy. Pamiętam, moment, w którym tak bardzo chciałem zmienić kierunek swojej jazdy. Tyle, że nie miałem ze sobą łuku. Ona pojechała do Gdańska, ja do mego Giżycka.


To spotkanie, obudziło we mnie myśl o łucznictwie na nowo, z czego bardzo się cieszę i czekam kiedy nadarzy się okazja, by wypuścić strzałę.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]