wagonman345 | e-blogi.pl
Na razie święta 2015-01-01

Jak wasze święta? 


Oczekiwaliście ich z utęsknieniem, jak dzieci?


Czy może jest to dla was po prostu czas wolny?


U mnie, już od dłuższego czasu były oczekiwania.


Czekałem na przyjazd rodziny z Poznania. Okazało się, że koniec, końców przejadą na sam koniec... Trochę mina mi zrzedła, ale nie poddałem się złemu honorowi.


Wigilia upłynęła w małym gronie, ale myślę, że było radośnie.


Śpiewaliśmy kolędy, było dość głośno.


Na stole była tylko ryba, w trzech rodzajach, prawie, bo jakby ktoś narzekał były jeszcze krokiety i tradycyjny śląski przysmak - Moczka- tak się to zwie i jest naprawdę dobre, bo mamy.


Nie rozpakowywaliśmy jeszcze prezentów, bo nie byliśmy w komplecie.


Następnego dnia pojechaliśmy do kętrzyna.


Tata miał tam kazanie, zastąpił pastora. Ja zapamiętałem jedną myśl mianowicie: Dlatego nie było miejsca w gospodzie, bo Bóg od samego początku, przygotowywał swojego Syna do wypełnienia Jego planu. Dzieci miały świąteczne przedstawienie. Potem wszystkie dzieci dostały nagrody, w postaci słodyczy. Miłe było to, że i my dostaliśmy. 


W końcu zawsze jesteśmy czyimiś dziećmi.


Po nabożeństwie zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek i kawę do domu pastora.


Głowa rodziny do, której przyszliśmy z wizytą i tata rozmawiali na sobie znane tematy. Po opuszczeniu ich mieszkania pojechaliśmy jeszcze do naszych przyjaciół z tego samego miasta, którzy też chcieli nd mieć u siebie.


Mówili, że chcą zjeść z nami obiad. Kiedy odwiedziliśmy ich progi, okazało się że już stół jest zastawiony.


Trzeba było jednak poczekać, bo posiłek dochodził do gotowości w kuchni, czyniąc oczekiwanie trudniejszym.


Ale już nie raz tego doświadczyłem, że czekanie na jedzenie jest tak samo fajne i miłe co samo jedzenie. - istnieje wtedy możliwość by poznać bardziej lub pobawić się, zatańczyć, jak kto woli, z ludzmi z którymi będziesz jadł podilek.


Np. w pewnej uroczej knajpie w Springe - Niemcy. To ten drugi ekstra przykład.


Dopiero potem wracaliśmy do domu. I kontynułowaliśmy przygotowania na przyjazd Poznaniaków.


Przyjechali w piątek późno. Było dużo radości i uścisków.


Było ich trochę. Do tego stopnia, że Jedna z moich sióstr musiała spać u sąsiadki, ale przecież ważniejszy czas ze sobą, to ten podczas dnia.


Jedzenia z wigilii oczywiście zostało, mieliśmy co kończyć, a w zasadzie jedliśmy to co mama zrobiła. Pierogi itp.


Kiedy oni już byli u nas przez jakiś czas do głosu doszły prezenty.


Było super, ktoś czyta mi w myślach, bo dostałem mate do spania na otwartej przestrzeni, a tak jak już wcześniej pisałem, chcę się wybrać rowerem do Niemiec.


 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]