wagonman345 | e-blogi.pl
Obóz rodzinny- Charzykowy (wakacje) 2014-09-30

Napisałem wcześniej o obozie Pinglish. Teraz chciałbym napisać o obozie rodzinnym, który odbył się w Charzykowach.


 


Przybyliśmy do Chojnic, konkretnie do domu na ulicę 18 Pułku Ułanów. Gdy wysiadywałem z auta przywitała mnie moja serdeczną przyjaciółka Ania. Przywitanie jakbyśmy nie widzieli z pięć lat, ale to dobrze, że takie przywitania jeszcze istnieją, bo tak naprawdę przyjaźń trwa tak długo jak o nią dbasz i dłużej, ale wiesz, że to nie symbioza gdzie jeden traci, a drugi korzysta. Razem z nią, stała Gosia koleżanka, która poznałem przez Anie jakiś rok temu. Było jakoś późno, bo szybko poszliśmy spać. Następnego dnia rano pojechałem z rodzicami na rowerze do kościoła na nabożeństwo. Rozpoczynał się obóz, więc amerykanie już byli na miejscu. Kazanie miał Mike Chin- jeden z chyba najczęściej jeżdżących na te obozy. Nie zdziwiłbym się też gdyby mi powiedzieli, że jest jednym że starszych. Za to jest zawsze pełen wigoru.


Tematem kazania było `kazanie na górze`.


 


Zapomniał bym gdy zjawiłem się w kościele, przywitali mnie ludzie, których już widziałem na Pinglishu.


 


Rodzinny rozpoczynał się po południu. Dowiedziałem się od pewnej cioci, że będę mieszkał w domku z jej chłopakami.


Niczego złego nie podejrzewałem, a nawet byłem ciekaw jak to będzie, więc się zgodziłem, a w zasadzie dowiedziałem się o moim zakwaterowaniu już po fakcie.


Było fajnie, nie żałuję. Czasem głośno, ale to przecież obóz z młodzieżą.


Pierwszego dnia, zapisali nas do grupy.


Każdego dnia była historia z ewangelii, a klimat obozu, który co roku jest nietypowy, codziennie podsycany był rozważanym Słowem. 


Co skutkuje takimi reakcjami, że ludzie, którzy są po raz pierwszy, zachodzą w głowę - jak to jest możliwe.


A przecież w ewangelii Jezus powiedział, że uczniowie otrzymają Ducha, który przypomni im wszystko co On powiedział i czy o Duchu Świętym nie jest powiedziane, że jednym z jego owoców jest Radość.


W pobliżu ośrodka, w którym byliśmy jest plaża w czasie wolnym chodziliśmy tam grać we fryzbi, a jak ktoś chciał się kąpać w jeziorze, to nie było zabronione.


Pewnego popołudnia ścigałem się z wujkiem. Ja na moim rowerze, a przeciwnik na rolkach. Przegrałem, ale mamy niezłe zdjęcie za to.


W każdym dniu coś się działo.


Taki na przykład Mam Talent było śpiewanie, granie, przedstawienia, krótkie dziecięce piosenki. Niektóre dzieci się wstydziły, ale każde miało szansę wystąpić.


Był też wieczór filmowy. 


Temat: Średniowiecze


Tyko, że trzeba było samemu napisać scenariusz i wyreżyserować. Masa dobrej zabawy. 


Niektórzy zrobili reklamy w stylu rycerskiej bitwy itp. 


Każdy rodzinny obóz kończy się wspaniałym bankietem, który nawiązuje do tematu klimatu.


Także, sala była magicznie przystrojona.


Wchodziło się przez most zwodzony.


W czasie bankietu, jedna z uczestniczek pojechała rodzić. 


Był to wielokrotnie błogosławiony czas.


Nieodłączną częścią uczty jest Taniec Belgijski, który tańczy się, aby dopełnić radość- jeśli można to tak nazwać, bo i tak wszyscy zabierają się do niego z uśmiechali i weselem na twarzy. Acha, czy mówiłem o tym, że na bankiet trzeba się odpowiednio przebrać?


Wyobraźcie sobie teraz tych przystrojonych ludzi tańczących ten, typowy już dla obozu, taniec. 


W tym roku, było jednak coś jeszcze...


Za płotem odprawiano wesele, a my mogliśmy oglądać pokaz sztucznych ogni. To było wspaniałe zakończenie, wspaniałego obozu. 


 


W Niedzielę po obozie w tym samym miejscu jest jeszcze nabożeństwo aby nie stracić z klimatu tego wydarzenia.


Szlakiem Pofajdoków 2014-09-14

Trzeba napisać, co się dzieje na bieżąco. Właśnie wróciłem z konferencji w Szczytnie. Trwała tylko przez weekend, ale i to dobre. Dowiedzieliśmy się nieco późno i szczerze mówiąc nie chciało mi się tam jechać, ale lider naszej młodzieży do mnie zadzwonił i koniec, końców się zgodziłem. Miałem jechać na zawody handbike`ów, ale nie wypaliło.


 


To pojechałem na konferencję. Trzeba dodać, że nie żałuję. Dojechaliśmy popołudniu. Były wykłady i tak dalej, ale to na co chcę zwrócić uwagę to to, że było wystarczająco dużo osób. To znaczy nie tak dużo, żebyś toną w tłumie, i nie za mało, żebyś nie mógł poznać kogoś nowego.


 


Był dzień gdy wyszliśmy na miasto i tam oczywiście spotkałem się z pofajdokami.- to takie małe rzeźby małych ludzików przedstawiające coś np. Amora.


 


Trzeba było zrobić sobie przy nich jakieś zdjęcie, wykonując konkretne zadanie.


 


Takie podchody i oczywiście masa śmiechu przy realizacji zleceń.


 


Grupa się zintegrowała.


 


Był pofajdok- więzień, pofajdok- włamywacz, pofajdok- znachor itp. Zwycięzca w podchodach dostał litr lodów, oczywiście wygrywała grupa. Wieczorem było ognisko i wszyscy zasiedliśmy w jego blasku jak to przystało.


 


Miły czas doceniam przedsięwzięcie. 


 


Niedziela, ostatni dzień- tak to dzisiaj- uznaję za najlepszy. Tak to prawda widzieliśmy się najkrócej, ale pokleiły się dobre rozmowy. Jakoś tak to bywa na koniec, że dobrze się gada.


 


Zapomniał bym była tam osoba z generacji T prowadziła warsztaty o tym jak docierać do swoich rówieśników w szkole z przesłaniem ewangelii.


 


 


 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]