wagonman345 | e-blogi.pl
Pływając na wodzie 2014-05-28

Historia ta miała miejsce w Sobotę rano. W piątek zadzwonił mój przyjaciel, że następnego dna, mamy wycieczkę łódką. Wstępnie umówiliśmy się na 15 po południu. Kiedy dał mi znać byłem na budowie, mało co go słyszałem, ale zrozumiałem o co mu chodzi. Nie jest ze mną tak źle :)


 


Następnego dnia gdy jadłem śniadanie zadzwonił jeszcze raz i mówi, że wyjazd przyspieszymy, bo pogoda jest dobra. Pozbierałem się, zapakowałem prowiant i wziąłem trochę picia. Zszedłem, nie musiałem czekać długo. Zanim zatrzasnąłem drzwi podjechało ciemne Volvo. Zapakowałem się do środka i pojechaliśmy jeszcze po dwóch kumpli, którzy mieli jechać z nami. Oni też już stali na podwórku przed mieszkaniem i czekali. Tak, więc ze zbieraniem załogi nie było większego problemu.


 


Startowaliśmy z Perkunu. Do czasu przygotowania łódki, siedziałem na ławce naprzeciwko jeziora.


Trzeba było najpierw wyprowadzić łódkę i "zaparkować" przy pomoście. W sumie na wyprawie było nas czterech. Ja i dwóch kumpli siedzieliśmy już w łódce. Ten, który ns zaprosił i zaplanował wypad poszedł jeszcze po silnik i kapoki. Gdy wypłynęliśmy w wodę, okazało się że motor nie chce odpalić. Było nieciekawie, ale gdy Głównodowodzący podzwonił do przyjaciół i dowiedział się co to może być za usterka, wróciliśmy silnik został wyczyszczony, paliwo dolane i mogliśmy ruszać.


Zapłynęliśmy do zatoki.


start wyprawy Zatoka Tam zjedliśmy nasz prowiant. Było tego trochę.


Wyższy stopniem troszkę narzekał, bo ludzie zostawiali śmieci w wodzie i nic sobie z tego nie robili, a to przecież zaśmiecanie jeziora. Ten gość, którego widać na drugim zdjęciu, strasznie palił się do tego aby posterować łódką. No i za jakiś czas doczekał się. Ja na łódce z nimi byłem pierwszy raz, więc mi też dano posterować. Nie przepuściłem okazji podciągnąłem nieco obroty na silniku. Zwiało mi wtedy czapkę. Popłynąłem dalej, godząc się ze stratą, ale gdy zauważono, że nie mam czapki przejęto ster i wróciliśmy po nią.
Później już spokojne dopłynięto do miejsca naszego wypłynięcia i odwieziono nas do domów. I tak cała wyprawa trwała od dziewiątej do czternastej.


Niby ta sama trasa 2014-05-16

Czas opisać co się działo zeszłego piątku.



Mieliśmy mieć spotkanie młodzieżowe u Jacków w Kruklankach.



Właściwie dzień zaczął robić się ciekawy od popołudnia. Mama gdzieś wyszła, miałem przygotować ryż na obiad. Daniem głównym były kotlety sojowe.



Za dwadzieścia minut od wyjścia mamy miałem wyłączyć ryż i schłodzić go zimną wodą. Polecono mi też skroić pomidory z pudełka, tylko nie usłyszałem ile. Skroiłem prawie wszystkie co były, został jeden. Gonił mnie czas, bo chciałem wyjechać rowerem do „Jacków”, aby wyrobić się z czasem do przyjazdu młodzieżówki na miejsce z tym wszystkim na głowie, sprawdzałem jeszcze możliwości filmów do obejrzenia z młodzieżą.



Gdy powiedziałem o moim zamiarze, mama jedynie dała mi szybko sałatkę, dwie kromki i kotleta, i już mogłem wyruszyć.



Wyjechałem tak jak do Mazuchówki. Lecz później odbiłem w lewo, w stronę mojego celu. No i szpula ruszyłem z kopyta. Asfalt dużo lepszy niż ostatnio jak jechałem do tej wioski.  



Po drodze słońce przedzierało się gdzieniegdzie. Było jedno takie miejsce, gdzie słońce za chmurami szczególnie dobrze wyglądało. Ciemne obłoki smuga światła i łąka.



Psy za mną szczekały i próbowały zerwać się ze smyczy, aby mnie dogonić. Ja po prostu przyspieszałem żeby się nie narażać.



Jechałem przez bardzo ładne tereny, ale czasem jechałem z prędkością 30km/h – nie było kiedy się rozglądać, ale to raczej z rzadka.



Ćwiczę cały czas do wyścigów. Teraz w Węgorzewie nie brałem udziału, ale jeszcze nikt nie powiedział, że to koniec. Tak więc trenuję sobie i czasem wyprzedzam ludzi jadących na rowerze.



Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.



Do Kruklanek dojechałem dużo szybciej, niż nasza młodzież jadąca autem. Oni jeszcze trudzili się nad ciastem dla wszystkich.



Mieliśmy kolejną lekcję z 13 rozdziału Listu do Koryntian (hymn Pawła o miłości)



                                                                                                                                     Do usłyszenia


Małe chwile, a potrafią cieszyć 2014-05-11

        Kiedy piszę bloga mam taką tendencję, aby zwracać uwagę na szczegóły w ciągu dnia. Teraz już nie pamiętam kiedy to było, ale raz jedliśmy we dwójkę z mamą lody w miejskim parku. Kiedy odjeżdżaliśmy z miejsca, zauważyłem, że na Ścieszce do chodzenia był wyrysowany patykiem ludzik dość sporych rozmiarów. Zaciekawiło mnie to. Jeszcze wcześniej w tym samym dniu byliśmy z mamą w jakimś sklepie. Pamiętam jak przejechałem ręką po meblu z drewna pomalowanego na ciemno, a pod palcami wyczułem poszczególne sęki.



Takie niby błahe sprawy, ale jak nastawisz się na wychwytywanie takich drobnostek dzień będzie ciekawszy.


I znów coś się stało 2014-05-08

Majówka. Głównie kojarzy się z grillem i pierwszym wypoczywaniem na łonie natury przy słońcu. Po pierwsze było mało słońca w tym roku. Po drugie kupiliśmy mieszkanie i tegoroczny wypoczynek w tym miesiącu spędziliśmy na budowie. Równając tynki i robiąc masę tego typu czynności.



Miałem nadzieją gdzieś wyjechać rowerem w tym czasie, ale nie zrobiłem tego. W zamian drugiego mają pojechałem do Węgorzewa na wyścig handbike’ów, jako widz żeby było jasne. Jechali ze Sztynortu do Węgorzewa. Dystans 21 km. Pierwszy na metę przybył Bogdan Król człowiek, który mnie zaprosił. On też zaprasza mnie do klubu, w którym sam jest. Muszę się zgłosić do Bartoszyc do nijakiego Andrzeja po handbike’a, który może być mój jeśli wstąpię w szeregi klubu.



Tak, tak się przedstawia moja majówka. Mam zamiar znowu trochę pojeździć po mazurach zakupiłem sobie prowiant na podróż. Jeszcze nie wiem gdzie pojadę, bo cel cały czas się jeszcze układa.



Napiszę po powrocie jak było.



Wiecie brakuje mi jednej rzeczy jaka była widoczna w moim pisaniu na początku bloga.



Dołożę starań aby to wróciło. Wiecie co to było? Radość, której nie umiałem powstrzymać. Brakuje mi Słowa Bożego i Ewangelii jaką  głosili Apostołowie o Słowie, prawdzie i łasce jaka została mi na krzyżu okazana i nie jest tak, że to porzuciłem, ale Ewangelia o krzyżu i Jezusie Chrystusie, który przyszedł tu jako Syn Boży ponieść moje winy i pogodzić mnie z Ojcem potrzebuje żyć w człowieku aby pracować, a to umożliwia czytanie Bożego Słowa. Ewangelia i prawda w niej zawarta naprawdę uwalnia  i stawia cię do pionu na właściwej ścieżce twojego życia. Ścieżce życia jaką chce dla ciebie Bóg. I Tą drogę wybrałem, drogę Bożego przebaczenia, krzyża i Bożej Ojcowskiej miłości jaką może dać mi tylko On. W to wierzę , a Jezus Chrystus jest wierny, a ja chcę go doświadczyć i jego zmartwychwstania.



Do usłyszenia  



 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]