wagonman345 | e-blogi.pl
w Poznaniu i nie tylko 2019-05-15


Nie dawno temu chorowałem i to dość poważnie nie właczając mojej niepełnosprawności w to. 


A zaczeło się jeśli dobrze pamiętsm od wyskoku na podwórko w bucikach domowych.
Choroba za to się nie źle za mnie złapała. 


Zaczeło się od zatok, katarek katarek i tu nagle gile i krew. Miałem zacząć staż od pierwszego kwietnia zachorowałem w jakiś piątek przed kwietniem miałem nadzieję, że wyzdrowieję przez weekend ale chorowanie od tamtego czasu zaczęło mi jeszcze dwa tygodnie zdawało się to trwać wieczność. Ale byłem wesoły nareszcie mogłem odpocząć w łóżku. 


 


Też jak to zwykle chciałem zrobić masę rzeczy. Choroba ściągnęła mnie do łóżka i rozmyślałem nad Bożą suwerennością w moim życiu. Co rusz się lepiej poczułem to chciałem iść pracować na stażu, ale nic z tego. Poszedłem tam dopiero 15 kwietnia było to dla mnie tragedią wewnętrzną. Popracowałem trochę i pojechałem na święta do poznania musieliśmy się wstrzymać trochę z wyjazdem z mojego powodu bo musiałem przepracować jeszcze jeden dzień. To nie tak jak w szkole. 


 


 


Zamówiłem suknie dla mojej siostry na koncert dyplomowy. Stres mnie obleciał czy zdążę ją odebrać przed wyjazdem, ale dzięki Bogu się udało przyjechał pod dom w dzień wyjazdu.


 


Do Poznania jechaliśmy jakimiś bocznymi drogami nawet całkiem fajnie i bardziej zielono niż zwykle. 


 


Święta w Poznaniu trwały parę dni, w tym czasie rodzice chcieli jak najbardziej poświęcić się poszukiwaniem miejsca pod budowę. Nie zrobiliśmy tego jednak kosztem społeczności z okazji świąt      


  


Ponieważ w piątek wybraliśmy się na wieczorną społeczność chciałem jakoś porozmyślać o tym co to wszystko znaczy dla mnie jakoś muszę stwierdzić że jakoś ciężko mi ostatnio o tym myśleć, ale wciąż nowe i nowe rzeczy wpadają mi do głowy aby o nich myśleć jak czytam Boże Słowo. 


 


Myślę, że to mnie jakoś z bożą łaską ratuje. Aby nie stać się potworem. Także jest o co walczyć, walczyć aby się Mu poddawać do końca.


 


 


Z Poznania pamiętam jeszcze spacer do parku co było fajne. Słońce przyświecało czasem. Lubię takie miejsca. 


 


 


co to tez się u mnie dzieję  2019-03-12


Chciałem jakoś kontynuować to co tu piszę; po obejrzeniu Szklanej pułapki 4, postanowiłem wylogować się z mediów społecznościowych.
Chciałem sprawdzić, czy będę miał więcej czasu i rzeczywiście muszę stwierdzić, że tak jest. Chciałbym tutaj popisać czy spisać z mojej super pamięci co i jak ostatnio się działo.


 


Odnoszę jednak wrażenie, że z tą pamięcią coś się zadziało, albo też mnie jaki leń ogarnął.


będąc ambitnym poświęciłem teraz czas na to aby przeczytywać Biblię. Zauważam u siebie nieco więcej negatywnego buntu - czyżbym przechodził przez bunt nastolatka mając swoje lata. 


 


Zająłem się ostatnio akwarium. Trzeba doprowadzić je do ładu.


 


Nieustannie cały czas towarzyszy mi rehabilitacja. Czasem trace z oczu cel po co to wszystko. Na ale jest. I chwała Bogu, że jeszcze mogę się ruszać.

Na harmonijkę znalazłem pare piosenek, przydało by się poćwiczyć. Zająłem się językiem hiszpańskim, właśnie muszę się za niego zabrać, aby się rozeznawać w temacie coraz bardziej. 


 


Możecie wierzyć lub nie, ale nawiedzają mnie czasem myśli o samobójstwie, ale skoro się pojawiają, to co tam się musi dziać. Cenie życie jakie mi zostało dane. I chcę cieszyć się w nim? Kim jest dla mnie Chrystus? - na to pytanie warto odpowiedzieć, a nawet trzeba. Wiem tez, że jego słowo daje mi życie.

Byłem jakiś czas temu na kontroli psychiatrycznej. Tak starałem się wszystko opowiedzieć, że usłyszałem od towarzyszącej mi mamy, że twierdzą, że mam górkę. 


No i bądź tu mądry. za bardzo się ekscytuję, ale jak tu się nie ekscytować jak wszystko idzie raczej ku lepszemu z moim zdrowiem - ja przynajmniej tak twierdzę.

Jest taki kaznodzieja John Piper się nazywa. Zachęcam do posłuchania jak znasz angielski. Sprawia mi to dużo radości gdy go słucham i nikt nie twierdzi, że jestem szaleńcem, choć super jest być szalonym

Cieszę się, że mogę kontynuować ten blog i pozostać w łączności ze światem.                       


 


powrót 2019-01-28


Chciałem kontynuować pisanie tegoż bloga może pomogłoby mi to w opanowaniu moich frustracji. Jeśli dziwisz się że dochodzi u mnie do takich rzeczy, chcę powiedzieć, że ja być tylko człowiek poddany wszystkiemu co spotyka zwykłego śmiertelnika. 


 


Spiszę dziś kilka dni na raz, aby wyjść w miarę na bierząco.


 


W poprzedni poniedziałek stało się coś następującego.


 


Miałem napisać o tym na mediach społecznościowych, lecz blog wydaje mi się do tego znacznie lepszym miejscem.


 


Chodzę na rehabilitację do pobliskiego El-medu. Jest zima w mieście, w którym mieszkam napadało sporo śniegu, niestety nie przypomina białego puchu, jest pomieszany z rozsypywaną solą na ulicy co zmienia go w brąz. Do ośrodka rehabilitacji ostatnio zjeżdżam ostatnio jadę po ulicy rozwijając swoją „lubianą prędkość” na dopince rowerowej do wózka.


 


Po zajęciach wspomnianego dnia wracałem do domu, kiedy przypomniałem sobie, że chcę kupić zeszyty aby przepisać fragmenty Biblii. 


 


W rowerze już odpadała laska podtrzymująca dopinkę kiedy nie jest połączona z wózkiem. Tata polecił pojechać z tym do rowerowego. 


 


Z El - medu pojechaliśmy bocznymi ścieżkami w stronę serwisu rowerowego, wzięli i z miejsca dokręcili. Mogłem jechać dalej. 


Miałem kupić zeszyty musiałem zboczyć nieco z trasy. - kupiłem. Dokręcając się do dopinki po zakupach. Dopinka po raz kolejny się rozjechała. Mama, która ze mną była nie wiedziała już co zrobić, chciałem to naprawić na miejscu lecz problem okazał się trudniejszy. 


Po całej przygodzie dowiedziałem się, że mama już traciła cierpliwość. Postanowiłem wróci do dom samym wózkiem. I tak też zrobiłem


 


Jadąc, po raz kolejny przekonałem się, że chodniki są bardzo oblodzone podjeżdżanie pod nie nie było możliwe i niemal wdrapywałem się na nie kiedy nie prosiłem ludzi o pomoc.


 


wózek grzęzną w śniegu, ale musiałem dać sobie radę. Oraz oczywiście były momenty, że ludzie pomagali. 


 


Przebiłem się przez park, przejechałem ulicę i grzęznąc spuściłem się w dół z górki w stronę dom.              


 


wirusy kontra barterie i antybiotyk 2018-07-21


Chorowałem przez jakiś czas. A zaczęło się, od tego, że przeziębiony pojechałem nad jezioro jakieś dwa tygodnie temu. - tylko popatrzeć. 


 


Jadąc z powrotem do domu siedziałem na fotelu pilota, Okno było open. I wiało mi straszliwie, choć może znowu nie aż tak. 


Skutki tego przejazdu z otwartym oknem odczułem już pod wieczór tego samego dnia. Najpierw spotęgował się katar, a na samo pójście do łóżka jak siadło mi na ucho to myślałem, że padnę i od razu będę spać. 


 


Kilka pierwszych dni walczyłem o życie o własnych siłach wyposażony jedynie w bagnet - witaminy i tym podobne.


Gdy zdałem sobie sprawę, że sytuacja się wzmaga z wielkimi oporami byłem zmuszony sięgnąć po antybiotyk - o zgrozo. 


 


Uwaga, bo teraz zbliżam się do sedna tego o czym chciałem napisać.


 


Na potrzeby wizualizacji Mama stworzyła krótki teatrzyk jak to antybiotyk działa na wirusa. Mianowicie tak że kiedy wirus sobie szaleje po organizmie jak rozwścieczony niedźwiedź - tutaj mama podniosła ręce i i zaczęła kołysać się jak potwór wydając dźwięki typu Arrr arrr Coś w rodzaju potworków z reklamy strepsils intensive. 


No więc właśnie w takim czasie podany antybiotyk chodzi sobie spokojnie (w tej roli też gra mama) rozglądając się jakby tu zaatakować. Jak by nigdy nic z przyszykowaną spluwą. 


 


Tak może napisze jeszcze, że moja mama jest po przeszkoleniu na przedszkolankę. To było coś, widzieć jak tak dorośli mogą się znów bawić   


 


Akwarium kaput 2018-04-19


Kilka dni temu(połowa marca to była) zaczęła się prawdziwa wojna o przetrwanie gatunku typu ryba akwariowa.|


Gdyż, ponieważ mam akwarium. Gdyby tego było mało, to powiem, że mam je od lat. Ostatnio jednak zaczęło dziać się coś niedobrego. 


Woda zaczęła żółknąć. Na początku nie przejąłem się tym, aż stało się to. Woda była już tak żółta, że ryby zaczęły skakać łapiąc, jak tylko można, powietrze. W krytycznym momencie akwarium miało już tak silnie zmieniony kolor, że nie było widać małych ryb. Myśl o tym, że one tam giną doskwierała mi coraz silniej.


Szukałem odpowiedzi w internecie co to może być takiego. Okazało się, że bakteria jest to. - Yoda.


Sam muszę się przyznać, że jako niepełnosprawny nie bardzo mogę zapanować nad tym akwarium. Wiem, że może  to zabrzmieć śmiesznie ale przezywałem śmierć ryb nawet nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo mnie to dotknie, Rodzice po zaczerpnięciu odpowiedniej wiedzy z czym walczymy zabrali się z pełną starannością do dzieła. Ryby zostały przełożone do innego akwarium, które posiadamy na takie okazje. Niestety jednak po wytężonych wysiłkach ocalenia akwarium większość ryb zdechło.


 


Co wydaje się nawet śmieszne martwiłem się tym mocno.


Lecz nawet takie małe sprawy można powierzyć Bogu nie mogę jednak powiedzieć, że tak zrobiłem. 


Ale wszelki dobry dar pochodzi z góry. 


To w jaki sposób to użyłem brzmi może dziecinnie i jest dużo bardziej mocny lecz chciałem podkreślić, że te proste rzeczy też pochodzą od Boga.


Starcie z autobusem 2018-03-26

      Proszono mnie abym opisane na blogu historię z moich studiów oto jedna z nich, która jest jedynie kroplą w morzu.

       Mianowicie tak pewnego razu kiedy to uradowany wracałem z wydziału(Ulica Żołnierska) na miejsce mojego spoczynku Kortowo, zjeżdżając radośnie z górki rowerem nie bacząc na prawa  fizyki, zapatrzony w zielone światło toczyłem się w dół. Nabierając szybkości pocisku. Gdy moje koła żegnała się już z chodnikiem kątem oka zauważyłem nadjeżdżający autobus. Sytuacja wymagała nagłej reakcji. Nacisnąłem gwałtownie hamulec. 

Lecz jako rozpędzony ślizgałam się jeszcze po asfalcie i stało się uderzyłem w tylnią część boku autobusu. 

Myślałem, że coś zostało uszkodzone, ale nie potoczyłem się dalej potrzebowałem czasu żeby trochę ochłonąć, zauważymy nawet, że kierowca staje na pobliskim przystanku i do mnie podchodzi, ale kiwnąłem jedynie ręką na znak, że wszystko dobrze i pojechałem dalej.


Fghff 2018-03-17

       Myślę, że muszę napisać sprostowanie do notatki którą nazwałem „kurczowe nie spastyczne”

Ponieważ niezbyt pozytywnie wyraziłem się O pani masującej w Kętrzynie. Która co tu dużo mówić wykonuje solidnie swoją prace. 

Sądzę, że była ona przypływem mojej porywczości, a co za tym idzie niezbyt przemyślanej wypowiedzi.


I leci 2018-03-06


Codziennie ostatnio muszę zostać wymasowany dla poprawy układu nerwowego i nie tylko. Poprawia się tez parę innych funkcji.  Schodzi na te masaże trochę czasu i wszyscy co w nich uczestniczą są po nich śnięci. 


 


Układ balona nie funkcjonuje jednak wciąż prawidłowo i co jakiś czas muszę przerywać masaż aby odwiedzić panią łazienkę. 


 


Przy jednej z takich akcji z tego przyśnięcia nie założyliśmy butów i tu nagle przyśpieszone tępo schodzenia, bo kibelek woła. 


 


Ledwo położyłem nogę na podłodze i poleciałem jak deska na ziemię. Auć  


 


Operacja - cewnik 2018-02-11

W piątek pojechałem na Badania Mojego układu moczowego który staje się coraz cięższe. Działanie Nieco gorzej niż u zdrowych chodzących ludzi.


Do badania potrzebne jest wypić półtora litra wody, co zrobiłem w podczas podróży nie przypuszczając jak ciężkie będzie miało to skutki.

przed Badaniem kazano mi opróżnić pęcherz co stało się w dość niewielkim stopniu. Widziałem już, że badanie wyjdzie paskudnie, ale co mogłem zrobić, byłem zatkany. Denerwowało mnie to.

Lekarz, który mnie badał jeno się zmartwił. Wynik tragiczny 400 ml zalegania.

Jednak to nie koniec historii. 

Z fizycznym bólem Spakowaliśmy się do auta szukając toalety dostępnej od zaraz, A balon rósł (czyt. pęcherz)

Po odwiedzinach dwóch supermarketów mówię:

- jedziemy na pogotowie. - na ostatnich nogach wychodząc z łazienki po nieudanej próbie uwolnienia się.

No to jedziom. Olsztyn to stosunkowo duże miasto. Oznacza to, że tu i ówdzie stoją światła, a my razem z nimi.

Pierwszy szpital który przyszedł nam do głowy to szpital Wojewódzki

Niestety nie podjęli się w nim założenia potrzebnego w tej sytuacji cewnika brrr. 

Z trudem spamowałem się do auta i pojechałem do szpitala miejskiego do którego mnie skierowano.

Gdy tam dojechaliśmy musiałem swoje odczekać. Masakra, pękałem w szwach.

Palce mi drętwiały. Na sale dopiero wzięli mnie po czasie, przyjechaliśmy bez skierowania, trza było czekać.

Znalazłem się na stole - chyba operacyjny światło było na górze. 

Jeszcze się mnie pytali czy miałem kiedyś cewnik? Jak był do tej pory mocz oddawany? w ogóle nie wiedziałem o co mu chodzi. 

Nie docierało do mnie. 

Wkrótce przystąpili do tego po co tu przyjechałem. Na początku miejscowe znieczulenie. Myślałem, że będzie gorzej. Szybko poszło. 

Po chwili całe 1.5 litra płynu spłynęło do worka. No może nie było to w mgnieniu oka lecz zdecydowanie i bez kompromisów przyniosło ulgę.

Tragedia/komedia - teraz z perspektywy czasu - dobiegła do happy endu. 

Położyli mnie na szpitalne łóżko ratując mój kręgosłup od zguby i umożliwiając swobodne czekanie na lekarza 

Szybkie rozejrzenie się w sytuacji.

Była możliwość, że zostawia mi cewnik na tydzień. Dzięki Bogu nic takiego nie miało miejsca.

Nie umiem wyrazić swojej radości gdy już opuszczałem szpital.

Aby świętować pomyślne zakończenie operacji zatrzymaliśmy się w bistro na trasie aby obiad zjeść.

 


Sylwek star 2018-01-12


 


Zaplanowane było sporo. Wybraliśmy się z rodziną do kościoła Zielonoświątkowego. Mama przyszykowała sałatkę owocową dla ludzi. Gdy tam dotarliśmy przeżyłem lekki szok, kościół był wypakowany po brzegi. Nie było nawet jak wejść, musiałem do łazienki. Po piętnastu minutach wychodzę i patrzę, że rodzina się pakuje i zbiera do wyjazdu. Co się stało? Za głośnio było? 


Muszę przyznać, że było tłoczno i głośno. Pozbieraliśmy się i pojechaliśmy do zboru baptystów. Zapraszali nas na sylwestra tego samego dnia rano, gdy byliśmy na porannym spotkaniu kościoła. 


 


ludzi na spotkaniu było znacznie mniej. Prawdą jest tu, że nie chciano tłumów. przygotowane były zabawy, poczęstunek i gry planszowe.


 


Grałem w tak zwany Mexican train - Domino o nieco poszarzonych zasadach. Układałeś swoje własne domino od ustalonego przedtem klocka, drugą opcją było dołożenie się do pociągu wspólnie budowanego z klocków domino.


Co jakiś czas musiałem się kłaść z powodu bólu kręgosłupa. Kanapa na głównym holu była do tego najbardziej odpowiednia, na holu też znajdowały się olbrzymie akwaria z rybami. 


 


miałem również okazję popisać z koleżanką z USA na spokojnie 


Tak, tak więc sylwester był spokojny, ale fajny. 


 


Na koniec spotkania każdy losował kartkę z Imieniem Boga - Bóg ma wiele imion. W pełni objawił się w osobie Jezusa Chrystusa.


 


Mi trafiło się: Bóg, który widzi. To temat, który ostatnio do mnie wraca. Widzi Cię kiedy siedzisz i kiedy wstajesz rozumie twoją myśl z daleka. Widzi i nic przed nim ukryć się nie może. 


Widząc całkowite zepsucie posłał swojego Syna na okup za wielu, aby uratować tych, których umiłował przed założeniem świata    


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]